Dobra, niech już będzie – jak się okazuje nie jestem wcale blogerką z powołania, tylko ewentualnie okazjonalnie czyniąca wpisy osobą. Najpierw, że laptopa nie ma, potem że za gorąco czy inne takie wymówki. Nie ma żadnych wymówek, po prostu mi się nie chcę. A najgorsze jest to, że jest o czym pisać, cały czas coś się dzieje. Już siadam do pisania notki, a tu mnie atakują ze wszystkich stron różne doniesienia i nowinki techniczne jak smartfony 3D, pojawiło się też Google+ co kolejny raz przekonało mnie jak bardzo jestem żądna zmian, impulsów i inspiracji. A czas mija...
W naszym życiu na obczyźnie również pora na zmiany. I na ten przykład ja, będąc desperate housewife oraz freenalncer graphic designer – szukam pracy. Wymodziłam super hiper oryginalne, kolorowe i przyciągające uwagę CV i ruszam na podbój dubajskiego rynku pracy. Najpierw może zapodam mały wstęp do tegoż.
Pracy w zawodzie (że po studiach) nie szukam, bo kto by potrzebował tu znajomości polskiego prawa? Jako grafik też mi się to „nie opłaca“, bo stanowiska te są obejmowane przez Filipińczyków i Hindusów, w związku z tym są nisko płatne jak na Dubaj (3-4 tys zł/m-c). Najlepszą dla mnie opcją byłaby po prostu sekretarka. Z racji, że dubajski rynek pracy jest specyficzny (tak naprawdę) to już za pochodzenie (prestiż dla firmy) można mieć zarobki na poziomie 8-15 tys zł/m-c. Ambasadorem być już nie mogę, bo stanowisko zajęte! Poza tym polska ambasada znajduje się w Abu Dhabi. No dobra, za 80 tys zł/m-c nie robi to różnicy! ;)
Rozpiętość zarobków jest bardzo duża. Przeglądam ogłoszenia w lokalnych portalach i trafiam zarówno na oferty za 1,2 tys zł/m-ce jak i 100 tys zł/m-c. A podobno przed kryzysem wynagrodzenie było średnio 2 razy wyższe niż teraz.
Fala kryzysowa przeszła przez cały świat, a na Dubaju odbiło się to bardzo mocno. Ludzie tracili pracę i musieli uciekać (dosłownie) z Emiratów, zostawiając nie tylko niespłacone kredyty, ale i drogie auta, gdzie popadnie. Najbardziej szkoda mi było zwierząt. Najpierw pokupowali sobie psa czy kota rasowego, a potem zostawili na pastwę losu... Taki zwierzak w sklepie zoologicznym kosztuje ponad 10 tys zł! A teraz schroniska są nimi przepełnione... nie będę tego komentować, po prostu przejdę do kolejnego tematu, jakim jest pogoda.
Deszcz był u nas ostatnio w kwietniu, co i tak było anomalią, jednak pamiętam ten orzeźwiający wieczór i widoczność jaka utrzymała się przez 2-3 dni. Teraz wieje wiatr i jest dużo burz piaskowych. Tak to wygląda z kosmosu:



Tak z samolotu lub z Burj Khalifa:


A taki widok jest z poziomu ulicy (przygnębiające):